Megi moja historia

Tylko tyle i aż tyle.

Tym razem na poważnie. A nawet bardzo poważnie.

Megi nazywana też przeze mnie Perełeczką. Zresztą zasłużenie , a nawet z marginesem niedoszacowania.

Ale od początku.

W okresie około sylwestrowym 2014 do schroniska trafia bokserka. Mocno wychudzona, malutka ( waga ok. 19 kg), szacunkowy wiek 8-10 lat. Na oczkach lekka zaćma, na udzie duża, zwisająca brodawka, ale wyniki krwi, badanie serca, osłuchanie płuc nie wykazują zmian.

Suczka spokojna, bardzo kontaktowa, samo wtulająca się. To kategoria wyjątkowo człekolubnych. Pręgowana boksiowa piękność. Nazwałam ją Megi.

Megunia w ekspresowym tempie opuszcza schronisko i zahaczając na krótko o hotelik trafia do nas.

Aviś w szoku, ale to w końcu facet, a przed nim kobitka z krwi i kości. Ale układ świata Avila zawalił się. Meginka zastosowała elementy wojny hybrydowej i powoli, niezauważalnie powiększała swoje terytorium. I stało się to co przy dwóch energicznych, marzących o swoim człowieku musiało się stać. Należało ustalić nowe zasady i hierarchię. Niestety punktów do ustalenia było bardzo dużo, a negocjacje szły opornie.

Znalazło się tylko jedno wyjście rozejm na zasadzie rozstania się. Megunia wróciła do hoteliku, w którym spędza samotne godziny na marzeniach o swoim człowieku. Bo właśnie od tej strony dała się poznać. Od samego początku chodziła za mną krok w krok jakby nie wierząc, że w końcu ktoś ja chciał. Przy czym nie była namolna . Dała popracować np. przy komputerze kładąc się przy nogach i czekając na swoją kolej pieszczot. Ale kochała też miłością zaborczą. Chciała być przy swoim człowieku pierwsza i mieć go jak najwięcej dla siebie. Przecież tak dawno takiej miłości nie miała.

Jadła łapczywie, jeszcze trochę na zapas. Za to zjadała wszystko co podano w misce. U mnie była to sucha karma z naturalnymi  dodatkami. Miskę z jedzeniem można jej odebrać, zabawkę także. Akceptowała każdego człowieka.

Żywotna. Nawet myślałam, że z tym wiekiem to wtopa. Ale nie. Ta radość i energia to jej styl życia. Jest mi dobrze i okazuję to. Serce rosło widząc ja taka beztroską.

Potrafiła się sama ze sobą śmiesznie bawić. Usłuchana, nie interesowało jej za bardzo co dzieje się za płotem, natomiast w domu bardzo czujna. Koty przeganiała, choć nigdy nie dogoniła żadnego. To się nazywa w psim języku mieć ciastko i zjeść ciastko.

Słowem prawdziwa Perełka.

A teraz siedzi w hoteliku i nie rozumie dlaczego się nie udało. Przecież chciała tylko człowieka. Kochała go, była posłuszna, czysta, cicha. I jak Perełce wytłumaczyć, że niestety turnieje rycerskie odeszły do lamusa, że człowiek umie dzielić swe serce i nie ma potrzeby o to walczyć.

Dlatego dla Perełeczki najlepszy jest dom bez konkurencyjnych zwierzaków. Szukam dla niej domku, bo żle znosi hotelik. Jak każda dama czeka na swojego rycerza, który ja pokocha. Bo Megunia kocha bezwarunkowo i całą sobą. Boksiak z prostą instrukcją obsługi tulić, miziać i kochać.

Mam nadzieję, ze wspólnie uda nam się podarować to co dla każdego psa jest bezcenne. Własny domek z własnym ludziem. Tylko tyle i aż tyle.

Megi jest podopieczną Fundacji „Boksery w potrzebie”. W grę wchodzi domek tymczasowy lub stały.

Kontakt:     Alina    500-259-009                     Hania 608 789 140

  • Brak komentarzy