Z plecakiem na wschód – Kirgistan - o ludziach

Cześć

Podczas szwendania się po obcym kraju mimochodem poznajesz miejscowych, ich zwyczaje, obawy i sympatie. Dziś chciałbym Wam trochę powiedzieć o ludziach w Kirgistanie, ich sympatiach i co chyba dla nas najciekawsze – co myślą o Polakach. O tak – mamy wyrobioną opinię nawet tam. 

 

W Kirgistanie można powiedzieć że są Kirgizi i reszta – dla uproszczenia powiedzmy że Rosjanie. Nimi zajmiemy się przy innej okazji. W Kirgistanie połowa ludności żyje w stolicy – my Biszkek staraliśmy się omijać z daleka. Tak więc opowiem tylko o Kirgizach z prowincji - o pasterzach z górskich przełęczy.

O ludziach którzy niewiele mają i zawsze się z Tobą podzielą, ale przede wszystkim są bardzo szczęśliwi.

Już pierwszego dnia spotkaliśmy się z wielką serdecznością – chcieliśmy zakupić gaz do butli i szczerze mówiąc pogubiliśmy się na „bazarze”. Zapytany przechodzień zatrzymał taryfę i zawiózł nas do właściwego kramu. Następnie nakarmił nas w okolicznej jadłodajni i zawiózł do miejscowego znawcy gór. Zostawił nas dopiero gdy już wiedział że jesteśmy w dobrych rękach. Pieniędzy nie zgodził się przyjąć (samochód, jedzenie) gdyż to my mu sprawiamy zaszczyt będąc Jego gośćmi.

Podczas wyjazdu tylko raz poczułem się zagrożony – gdy Kirgizi z miejscowymi Rosjanami pokłócili się KTO MA POLAKOM POSTAWIĆ WÓDKĘ… a przynajmniej od tego się zaczęło. Potem Rosjanin powiedział że to Kirgiz stoi na JEGO ziemi no i wszystko poszło w ruch  – Gołotę można wysłać na przeszkolenie – taaaaaki boks!!! Krew się lała. Wystraszyłem się gdy w ruch poszedł również lewarek ale wtedy ucichło. Potem nas przepraszali bo to nie wypada kłócić się przy obcych. A o polaniu wódki już zapomnieli….

Do „chatki” na zdjęciu dotarliśmy podczas nawałnicy gradu. Zmęczeni, zmarznięci i na głodzie tlenowym, a do zmierzchu tylko dwie godziny. Zostaliśmy poczęstowani herbatą i nakarmieni. Czasami z tymi poczęstunkami trzeba mieć szczęście – ja załapałem się na staw barani. Moje szczęście polegało na tym że widocznie nie mieli już baraniego oka – najlepsza część przeznaczona raczej dla gości. Z uwagi na porę dnia zaproponowano nam nocleg („posuniemy się”), my jednak wybraliśmy dalszą drogę.

O Polakach!!!

Ten młody na zdjęciu przed „domkiem” zadał mi bardzo poważnie ciekawe pytanie

– „Czy każdy Polak to alpinista???” , hmmm… chyba nie.

Kiedy indziej dowiedzieliśmy się że już na pierwszy rzut oka można powiedzieć że na 50% jesteśmy Polakami. A to dlatego że niewielu wychodzi w góry z elementami wojskowego ubioru. No ale to nie nasza wina że wojskowy plecak jest najbardziej praktyczny, buty wytrzymałe a w tamtejszych warunkach ich różnorodne konserwy najłatwiej otwiera się jednym dużym myśliwskim nożem.

A ta druga nacja? –to Rosjanie – tylko Polacy i Rosjanie chodzą tak ubrani. No cóż…

A najbardziej znanym Polakiem jest Lewandowski i taki Pistszcszcz….

Wielu Kirgizów było w naszym kraju i mówią że Polska to piękny kraj – ciekawostką jest że każdy z nich był w Polsce dwa razy. Dlaczego? Pierwszy raz nas odwiedzili kiedy jechali z jednostką do NRD a drugi raz podczas wycofywania. 

Jarek – proszę bardzo – teraz trochę o polityce – kogo nie lubią?

Z sąsiadów nie lubią – Tadżyków, Uzbeków i Chińczyków – to źli ludzie. No może.

Zostali Kazachowie – nie są źli ale dobrzy też nie.

To kogo lubią??? ROSJAN o których tyle złego się nasłuchałem. Ale można wytłumaczyć sobie że pewnie lepiej żyć pod rosyjskim butem niż pod chińskim. Pewnie jakieś porównanie mają.

Ale okazuje się że jeszcze nie lubią Żydów, Amerykanów choć nie wiedzą za co, i uwaga – UKRAIŃCÓW (pogardliwie – Chachły). Tak się pytam o co chodzi? – przecież odległość spora.

Standardowa odpowiedź – „tak ale my z nimi byli w wojsku, my ich znamy”.

To Ja

 

  • Bardzo ciekawa relacja, dobre zdjęcia! Prosimy więcej :)

    0 Lubię
  • Dzięki, mała uwaga - zdjęcia 1,2,5 są zrobione przez kumpla.

    0 Lubię
  • Jeśli któryś z Sąsiadów chciałby przeżyć podobną przygodę i zmierzyć się z marszem z całym dobytkiem w słońcu, deszczu lub gradzie, ze spaniem w różnych warunkach i temperaturach i z jedzeniem tego co miejscowi jedzą to zapraszam do Armenii. Ale trzeba się spieszyć - czasu nie ma dużo.

    0 Lubię